Zwierzęta w polskiej armii

Na etatach w Siłach Zbrojnych RP służy 108 psów i 47 koni. Dorywczo pracują też sokoły-najemcy ochraniające lotniska. Zwierzęta tak, jak żołnierze, mają etat i dostają za zasługi na służbie medale.

PSY – Armia najczęściej wybiera do służby owczarki niemieckie i labradory. Psy muszą zdać testy sprawnościowe i charakterologiczne, a potem odbywają kilkumiesięczne szkolenie wraz ze swoim przewodnikiem w Wojskowym Ośrodku Szkolenia Przewodników i Tresury Psów w Celestynowie. W zależności od predyspozycji może kształcić się na eksperta wykrywającego materiały wybuchowe i broń lub tropiącego narkotyki. Choć wojsko stosuje detektory zapachu pozwalające wykryć substancje niebezpieczne, to i tak urządzenia te nie mogą się równać ze sprawnością powonienia psów.

W sumie w armii służy dziś 108 psów, w tym: 18 psów-saperów pracuje w 2 Mazowieckim Pułku Saperów, a 34 w patrolach razem z Żandarmerią Wojskową. Inne pełnią służbę patrolową i wartowniczą ochraniając różnego rodzaju składy i magazyny. Zwierzęta, podobnie jak żołnierze, przez całą wojskową karierę ćwiczą na poligonie, a na co dzień mieszkają na terenie koszar w specjalnych boksach. Na zagraniczne misje wyjeżdżają tylko najlepiej przeszkolone. Jeśli pracują w szczególnie trudnych warunkach, otrzymują np. buty, specjalne kamizelki, przeciwpyłowe i przeciwsłoneczne okulary. Wojskowe psy są za swą służbę doceniane. Pięć owczarków służących w Afganistanie dostało medale NATO, za „wzorowe wykonywanie zadań służbowych oraz osiągnięcia w misjach poza granicami kraju”.

KONIE – W polskiej armii służy 47 koni w Szwadronie Kawalerii z Batalionu Reprezentacyjnego Wojska Polskiego. Kawalerzyści biorą udział w głównych uroczystościach państwowych i wojskowych, a zatem konie pełnią obecnie jedynie funkcje reprezentacyjne. Kupowane są w stadninach i hodowlach i bardzo starannie wybierane.

Zwierzęta wcielane do wojska muszą spełniać kryteria między innymi wieku, stanu zdrowia, a nawet maści – wylicza dowódca szwadronu kpt. Jarosław Stawski. Regułą jest, że do szwadronu trafiają konie maści gniadej. Wyjątkiem jest koń dowódcy – maści karej oraz siwki, na których jeżdżą trębacze. Zanim wystąpią publicznie muszą przejść odpowiednią tresurę. Uczone są różnego rodzaju chodu czy sprawnej zmiany szyków. Muszą być też przyzwyczajane są do hałasu, tak by nie spłoszyły się np. podczas honorowej salwy. Żołnierz-jeźdźec nie ma możliwości zaopiekowania się koniem, który kończy wojskową karierę. Koń przechodząc do rezerwy przekazywany jest stowarzyszeniom współpracującym z MON. Te mogą go po pewnym czasie oddać pod prywatną opiekę kawalerzyście.

Kasztanka_Pilsudskiego
Fot. Józef Piłsudski w trakcie karmienia Kasztanki w towarzystwie córek Wandy i Jadwigi oraz adiutantów, 1925 r., zbiory NAC (Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Kasztanka – najsłynniejszy koń II Rzeczpospolitej
Aleksander Macedoński miał ulubionego konia Bucefała, którego dosiadał we wszystkich kampaniach wojennych i dotarł z nim aż do Indii. W naszej historii najsłynniejszym koniem jest Kasztanka, słynna klacz, która była ulubienicą marszałka Józefa Piłsudskiego.

Kasztanka Józefa Piłsudskiego – niewielka klacz, która znana jest wszystkim polskim pasjonatom koni. Sama Kasztanka urodziła się najprawdopodobniej w 1910 roku jako Fantazja. Kasztanka była wiernym towarzyszem Marszałka. – W 1914 roku Piłsudski dostał najpiękniejszego z koni, który nazywał się Fantazja. Tu pojawił się problem, bo jak człowiek, który chce wyzwolić Polskę i walczyć w wojnie z Moskalami może jeździć na Fantazji. W związku z tym zmieniono jej imię na Kasztanka. Nie bardzo wiadomo, ile klacz miała wówczas lat Do Józefa Piłsudskiego trafiła w 1914 roku i mniej więcej w tym czasie została przemianowana na Kasztankę. Kasztanka znana była jako koń nerwowy i płochliwy i, jak głosi legenda, tylko ogromne przywiązanie do jeźdźca sprawiało, że zachowywała spokój na froncie.

Aleksandra Piłsudska wspominała o tym, że mąż szczególnym uczuciem darzył zwierzę i ono też odwzajemniało tę przyjaźń. – Jeśli można mówić o romansie pomiędzy komendantem a Kasztanką, to jest to moment wycofywania się polskich oddziałów po zajęciu najpierw Miechowa, a potem Kielc, a następnie w kierunku Krakowa. Marszałek często zsiadając z Kasztanki lub jadąc, rozmawiał z nią i w swojej książce „Moje pierwsze boje” opisuje te pierwsze rozmowy z klaczą. Klacz źle znosiła hałas podczas defilad, także ostatniej, w której wzięła udział – 11 listopada 1927 roku. Marszałek odwdzięczał się jej także dużym przywiązaniem – w książce „Moje pierwsze boje” opisuje, jak toczył z wierzchowcem długie rozmowy. W 1922 roku Kasztanka została przekazana pod opiekę 7. Pułku Ułanów. Urodziła dwoje źrebiąt. 11 listopada 1927 roku po raz ostatni Marszałek na grzbiecie Kasztanki wziął udział w defiladzie w Warszawie. 10 dni później klacz transportowana była pociągiem do Mińska Mazowieckiego. Niestety, nie została odpowiednio przywiązana i doznała urazu, prawdopodobnie polegającego na uszkodzeniu kręgosłupa. Nie była w stanie podnieść się, gdy pociąg dojechał do Mińska. Została przewieziona do koszar, jednak wspólne wysiłki miejscowego weterynarza i dwóch lekarzy sprowadzonych z Warszawy nie zdołały przywrócić jej zdrowia. Klacz uśpiono 23 listopada 1927r. Po śmierci Kasztanki zdjęto z jej ciała skórę i wypchano, resztę ciała pochowano obok klombu pod budynkiem dowództwa 7. Pułku Ułanów. Miejsce to upamiętnia głaz z napisem: „Tu leży Kasztanka, ulubiona klacz bojowa Marszałka Piłsudskiego”. Gdy Józef Piłsudski zmarł w 1935 roku, podczas uroczystości pogrzebowych za jego trumną prowadzono kasztanowatego konia. Wielu mniej zorientowanym obserwatorom wydawało się, że to Kasztanka – wszak jaki inny koń mógł dostąpić tego zaszczytu? Jednak nawet ci, którzy nie wiedzieli, że klacz padła w 1927 roku mogli zorientować się, że coś jest nie tak. Koń, który podążał za trumną Marszałka miał bowiem jedynie trzy białe skarpetki. Kasztanka miała zaś odmiany na wszystkich czterech nogach. Prawdopodobnie była to córka Kasztanki, Mera.

Spreparowana klacz-Kasztanka wędrowała – początkowo umieszczona w Centrum Wyszkolenia Weterynaryjnego, później w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, a od 1935 roku w Belwederze. Drugą wojnę światową przetrwała w magazynie Muzeum Wojska w Warszawie, jednak brak konserwacji i niewłaściwe warunki przechowywania dały radę dzielnej klaczy. W 1945 roku marszałek Michał Rola-Żymierski natknął się na wypchaną Kasztankę w podziemiach muzeum i rozpoznał ją. Ponoć miał powiedzieć: „Poznaję to bydle, już mnie raz kiedyś kopnęło, nie ma potrzeby tych szczątków przechowywać”. Skóra Kasztanki została więc wyniesiona z muzeum i zniszczona.

Kasztanka była portretowana przez malarzy m.in. Wojciecha Kossaka, często stawała przed obiektywem fotografów, doczekała się także pomników

SOKOŁY – Armia chętnie korzysta z pomocy skrzydlatych. Głównie wynajmowane są sokoły wędrowne, rarogi, jastrzębie europejskie oraz jastrzębie Harrisa. W przeciwieństwie do psów i koni, ptaki nie są jednak pracownikami etatowymi lecz najemnymi. Ich zadaniem jest dbanie o to, by ptaki nie zagrażały startującym i lądującym samolotom. Sokoły nie tylko odstraszają ptaki w okolicy pasów startowych, ale potrafią także wskazać miejsca ich gniazdowania. Wynajmowane sokoły na lotniskach nie polują, a jedynie odstraszają inne ptactwo.

MEDALE – W Wielkiej Brytanii ustanowiono medal dla zasłużonych zwierząt pn. „Dickin Medal”; odpowiednik Krzyża Wiktorii, brytyjskiego odznaczenia wojennego przyznawanego za czyny męstwa na polu bitwy. (jako odznaczenie resortowe, nadawane przez Ministra ON). Medal został ustanowiony w 1943 roku przez Marię Dickin, założycielkę People’s Dispensary for Sick Animals (PDSA) (narodowe ambulatorium dla chorych zwierząt), brytyjskiej dobroczynnej służby weterynaryjnej. Ustanowiła medal na cześć zwierząt zasłużonych w czasie wojny. Do maja 2016 medal przyznano 67 razy: 32 gołębiom, 31 psom, 3 koniom i 1 kotu.

Źródło: pdsa.org.uk/what-we-do/animal-honours/the-dickin-medal, gallop.pl, polska-zbrojna.pl, polskieradio.pl.

oprac. Halina Kustosz, e-mail: h.kustosz[at]milwomen.pl